Aby osiągnąć sukces jako biuro podróży trzeba się wiele napracować, ale do tego trzeba też mieć trochę szczęścia i znać historię. To ostatnie może wydawać się podejrzane, ale tak jest. Przykład? Biuro o wdzięcznej nazwie Smatch, kojarzy się od razu z wyjazdami na tenisowe obozy, prawda? Prawda. A ile osób zdążyło pomyśleć, że oryginalnie (według dawnej pisowni) pisze się „smash”? I smatch to efekt unowocześniania angielskiego? Pewnie tylko kilka. Żeby nie było istnieje też biuro podróży o nazwie Smash, ale ma znacznie mniejsze powodzenie. Dlaczego? Bo właściciel pierwszego biura przewidział, że większość Polaków poznała język angielski dopiero po 1989 roku i tym samym częściej używa form współczesnych od tradycyjnych. Prosta kalkulacja, a różnica potężna. Oczywiście taki trik, jak powyższy nie dotyczy już biura, które organizuje na przykład obozy snowboardowe – z racji, że jest to sport zdecydowanie nowy -, ale i tak nie wolno zapominać o lokalnych uwarunkowaniach historycznych. Być może będą one inne, być może trudniejsze do ukazania, ale zawsze będą i warto o tym pamiętać, nim okaże się, że przez taki błąd odpadliśmy z całkiem obiecującego biznesu.
Tags: historia, obozy, podróże, snowboard, tenis, wyjazdy